Obejrzane: „Reniferek" (2024) - Netflix - Spoiler Talk
Jeśli miałbym zrecenzować „Reniferka" w dwóch słowach, to byłyby: „O KUR...DE!" albo „JA PIER...". Podobnie też podobno zareagował Stephen King po obejrzeniu tego serialu i miał napisać na Twitterze dwa słowa: „HOLY SH..".
Jak dla mnie jest to 10/10 (a raczej taka bardzo mocna 9) i kandydat do najlepszego serialu roku 2024. Naprawdę mocna rzecz. Ten serial udowadnia, że nie trzeba mieć ogromnych pieniędzy ani bardzo znanych aktorów, żeby nakręcić świetny film serial, a wręcz prawie arcydzieło. Koniec pseudo recenzji, można się rozejść.
W sumie o tym serialu dowiedziałem się dosyć późno, bo dopiero w grudniu 2024 roku, choć premiera serialu miała miejsce 11 kwietnia 2024 roku na Netflixie. Nie wiem czemu ten serial umknął mojej uwadze, bo był głośny w kwietniu tego roku. Być może przez to, że oglądałem wtedy „Fallouta" i chyba też zaczynałem pisać pseudo recenzje książek Stanisława Lema i nie mam czasu żeby chłonąć wszystko z popkultury, bo by mi doby zabrakło, a czas nie jest z gumy. Wielu twórców wymieniało ten serial wśród najlepszych seriali 2024 roku i dzięki zestawieniu Filipa z kanału Bez Schematu postanowiłem obejrzeć ten serial pod koniec grudnia, bo akurat jeszcze mam wykupiony abonament na Netflixa do 26 stycznia 2025 roku po obejrzeniu drugiego sezonu „Squid Game" i chciałbym go wykorzystać na obejrzenie rzeczy, które leżą na mojej kupce wstydu.
Nie będę zdradzał czemu ten serial ma taki tytuł, ale podpowiem, że wyjaśnia to sama końcówka serialu i tym zdrobnieniem nazywa naszego bohatera druga bohaterka. „Reniferek" jest to brytyjski miniserial składający się z siedmiu odcinków trwających średnio około od 30 do 40 minut. Jest to połączenie dramatu psychologicznego, czarnej komedii i thrillera, a może real horroru. Jednym ze współtwórców serialu, autorem scenariusza, współproducentem i odtwórcą głównej roli jest brytyjski komik Richard Gadd. Serial ten porusza temat stalkingu i nie chodzi mi o nielegalne wtargnięcie do strefy wykluczenia w Czarnobylu (wiem, głupi żart), a o uporczywe nękanie poprzez wysyłanie setek e-maili, wiadomości w mediach społecznościowych, poprzez dzwonienie i wysyłanie sms-ów, w tym przypadku ze strony chorej psychicznie kobiety. Bowiem odtwórca głównej roli doświadczył tego w przeszłości, a także molestowania seksualnego ze strony mężczyzny, scenarzysty i producenta telewizyjnego. Bowiem jest to po części serial autobiograficzny, choć podobno trochę zakrzywiający i ubarwniający prawdziwe wydarzenia, powstały na podstawie powieści Richarda Gadda o tym samym tytule wydanej w 2019 roku, a także na podstawie stand-uppowego występu one man show, w którym autor serialu dokonał coming outu i opowiedział co go spotkało i ta scena też jest w serialu. I muszę przyznać, że jest to jedna z najmocniejszych scen w serialu. Serial był kręcony od sierpnia 2022 do marca 2023 roku. Zdjęcia były kręcone między innymi w Edynburgu i w Londynie. Jestem pełen podziwu, że po tym co ten człowiek przeżył, chciał zagrać w tym serialu praktycznie samego siebie. Ja nie wiem czy bym mógł po takich traumatycznych przeżyciach.
Uwaga! W tekście będą mocne spoilery, bo inaczej tego nie da się „zrecenzować". Jeśli nie oglądaliście tego serialu, nie czytajcie dalej. Tam są drzwi, do widzenia.
Jakby tego było mało. Główny bohater skrywa mroczny sekret, ponieważ 5 lat wcześniej, na początku swojej kariery estradowej, podczas jednego z festiwali odbywającego się w stolicy Szkocji - Edynburgu, przypadkowo poznał w barze jednego z bardziej znanych producentów telewizyjnych w Wielkiej Brytanii. Panowie szybko się zaprzyjaźnili. Producent naobiecywał Donny'emu złote góry, sławę i pieniądze, ale nie za darmo, lecz przez... łóżko. Kto by się spodziewał sława przez łóżko. Stare, znałem. Donny był mamiony przez producenta sławą i pieniędzmi. Producent nie miał wobec niego dobrych zamiarów, bo podawał chłopakowi narkotyki popijane alkoholem i podczas „odlotów” wykorzystywał go seksualnie, a może nawet go gwałcił, co też odcisnęło piętno na psychice głównego bohatera, bo unikał stosunków seksualnych. Być może to jest to taki brytyjski odpowiednik Harvey'a Weinsteina, hollywoodzkiego znanego producenta, który został skazany chyba na 16 czy 18 lat więzienia jak dobrze pamiętam (w sumie guzik mnie to obchodzi, powinien dostać dożywocie), za... te sprawy. Martha też skrywa traumy z dzieciństwa, miała ojca alkoholika jak dobrze pamiętam, który się znęcał nad jej mamą i nad nią jak była mała. Martha uciekała przez to w świat fantazji, wymyślonych przyjaciół i być może przez to taka była. Na pewno Martha jest chora psychicznie, ale nie jest psychopatką. Jak Donny zagroził jej śmiercią, to się wycofała w obawie przed śmiercią, a psychopaci raczej nie boją się śmierci. Martha po prostu miała traumę z dzieciństwa i czuła się bezpiecznie przy Donnym, ponieważ on przypominał jej kogoś z dzieciństwa. I dalej już nie będę spoilerował, bo i tak napisałem za dużo.
Nie chcę tutaj się bawić w analizy psychologiczne głównych postaci z serialu, bo to zasługuje na osobny artykuł, a nie jestem psychologiem. A na pewno też już powstały takie analizy pod tym względem. Jedno jest pewne, w tym serialu nie ma postaci pozytywnych ani negatywnych. Nie ma tutaj krystaliczne czystych ani czarnych charakterów, wszyscy mają odcień szarości. Szczerze mówiąc to każdy z bohaterów coś ma za uszami i wszyscy bohaterowie po części zdobywają sympatię i antypatię widza, a tym bardziej Donny i Martha. Trzeba też pochwalić dwójkę głównych aktorów, bo zagrali tutaj świetnie, a zwłaszcza Richard Gadd, który się odważył zagrać praktycznie samego siebie, zwłaszcza po tym, co go spotkało. Dziwi mnie to, że wszyscy mówią o tym, że serial podejmuje temat stalkingu czyli uporczywego nękania, ale wątek wykorzystywania seksualnego w show biznesie został pominięty, zwłaszcza że niedawno w Hollywood został skazany jeden z najbardziej znanych producentów filmowych, co też zapoczątkowało ruch #metoo. Serial podobno miał spory odzew w społeczeństwie. Podobno ludzie zaczęli szukać pierwowzorów oprawców głównego bohatera serialu i podobno znaleźli. Według zdania innego artysty, znalezienie molestującego producenta nie było trudne, bo wszyscy wiedzą o kogo chodzi. Sam Richard Gadd prosił ludzi, aby ci nie szukali na własną rękę swoich oprawców i tym bardziej nie podawał ich nazwisk. Ale ludzie jak to ludzie, każesz im coś zrobić, a oni robią na odwrót i (o ironio) wystalkowali pierwowzór serialowej Marthy i nazwisko tej kobiety jest już znane. Podobno skończyło się tak, że ludzie zaczęli słać pogróżki oprawcom twórcy serialu. Podobno też kobieta, na której oparto postać Marthy pozwała Netflixa domagając się... 170 milionów dolarów odszkodowania. Podobno sąd część odwołań giganta odrzucił, a do części się przychylił. Poszło o to, że Netflix przedstawił serial jako niby na faktach, a według pierwowzoru Marthy wiele rzeczy przeinacza. Kobieta twierdziła, że nigdy nie użyła przemocy fizycznej wobec aktora, nie przesiadywała na przystanku autobusowym pod jego domem i nie była skazana za stalking jak Martha. Zapowiada się ciekawa batalia w sądzie.
Sam też muszę przyznać, że po części jest to częściowo serial o mnie, bo w młodości doznałem napaści seksualnej ze strony starszego kolegi z osiedla, z którym grało się w piłkę nożną na boisku szkolnym i nie posądziłbym go o takie rzeczy. Przez to nam fobię społeczną, nie lubię... wróć , nienawidzę i boję się ludzi i nie ufam ludziom i niechętnie się otwieram przed obcymi ludźmi. Podziękujcie koledze Łukaszkowi. Więc jakby ktoś chciał mnie stalkować, to od razu ostrzegam, że sobie nie pozwolę i sobie poradzę z taką osobą. Bez mrugnięcia okiem zablokuję taką osobę i jeszcze raz i jeszcze raz... Jak ktoś chce się bawić w takie rzeczy, to mogę pokonać taką osobę jego bronią, choć nie jestem stalkerem. Zobaczymy kto pierwszy odpuści. Dlatego też niechętnie podaję swój numer telefonu obcym osobom czy adres e-mail, ani profil w mediach społecznościowych, bo też nie chcę być zasypywany milionami wiadomości, bo też chcę mieć komfort psychiczny. Po prostu nie lubię jak widzę sygnał powiadomienia, bo już wpadam w panikę i nie lubię jak ktoś przekracza pewne granice i chce się do mnie dobierać. Dosyć o mnie, bo to nie jest autobiografia. A jeśli chce ktoś napisać moją biografię, to niech sobie odpuście, bo w moim życiu nie ma nic ciekawego. Co? Nic nic... O czym to ja... A tak, „Reniferek".
Choć sam serial nie jest pozbawiony wad i ma kilka niedokończonych wątków, a nawet ma otwarte zakończenie, to jestem skłonny mu dać ocenę 10/10 ze względu na przesłanie. Dawno niczego mocnego jak to nie widziałem, chyba od czasów „Misery" z Kathy Bates, „Fatalnego zauroczenia" z Glen Close i Michaelem Douglasem, czy remake'u „Przylądku strachu" z Robertem De Niro i Nickiem Nolte. Ale spokojnie mógłbym dać temu serialowi mocną 9/10. Chociaż serial ten pochłonąłem bardzo szybko, to nie powiem, miejscami oglądało mi się nieprzyjemnie, wręcz z obrzydzeniem, zwłaszcza odcinek molestowania seksualnego ze strony producenta telewizyjnego. Polecam ten serial raczej osobom o mocniejszych nerwach i tym, które jeszcze nie wiedzą czym jest stalking. Nie polecam tego serialu osobom o słabszych nerwach, bo podczas jego oglądania mogą odczuwać niepokój. Boże, brzmię jak disclaimer przed filmami dolumentalnymi na Discovery Chanel.